czwartek, 8 sierpnia 2013

Vintage cars

 Od strony technicznej samochody mało mnie interesują, lecz do rysowania nadają się doskonale:) Powyżej Volkswagen Karmann Ghia, najpiękniejszy model tej marki.

These cars are of little interest from a technical perspective but they’re perfect for drawing  :)





 Dzisiaj lecę do Belgradu! Najciekawsze atrakcje (szczególnie pierwszy link:) :
Today I'm going to Belgrade. These are my main attractions: (especially the top link).
jane doe - vintage shop :)
automobile museum !


niedziela, 4 sierpnia 2013

Jauntily


To nie jest post z Rzymu, Paryża, Londynu czy Madrytu. Tym razem zdjęcia z polskiej wsi. Takiej prawdziwej, gdzie hodują krowy, kury, a tematem rozmów są zbiory wiśni czy zbliżające się żniwa. Mało ma to wspólnego z wielką modą, lecz panujące tam warunki skłaniają do przemyśleń. 

This isn’t a post from Rome, Paris, London or Madrid. Today you’re seeing pictures of a Polish village, a real village where cows and hens are raised and people speak of cherry yields and the upcoming harvest. This may have little to do with art & style but the surroundings give us food for thought.
 

Jeszcze nie tak dawno nowoczesność w mieszkaniu jednoznaczna była z prostą formą, minimalizmem i przestronnością. Zbędne (bo zaśmiecające przestrzeń) dodatki takie jak serwetki robione na szydełku, rzeźbione fotele i piękne kredensy zostały zastąpione pustką lub znacznie mniej rzucającymi się w oczy odpowiednikami. Wszystko piękne, dobrze oświetlone, ale brak czegoś, co sprawia, że chciałabym tam wracać, co przytrzymałoby mnie na dłużej… Może po części jest to  związane z użytymi surowcami. Stal, szkło, skóra, plastik są zimne w dotyku, choć mogą robić  eleganckie wrażenie. Drewno i naturalne materiały, wydają się jednak bardziej przyjazne. Odniosłam wrażenie, że człowiek lubi otaczać się przedmiotami, które „psują” nieskazitelność modernistycznych wnętrz. Wazon po prababci, kwiatki, magnesy na lodówce, biżuteria na specjalnym stojaczku, skrzynki, pudełka… Może dlatego zaczęto łączyć starocia z tym, co nowe. Wymaga to pewnego wyczucia, ale pozwala na większą swobodę w doborze wyposażenia wnętrz. I tak w mieszkaniach pojawiają się dębowe stoły, które mają swoją długą historię (na takim stoi teraz mój laptop), deski ze starych, rozebranych stodół coraz liczniej z naszych wsi jadą np. do Francji i tam stają się podłogą w domach i apartamentach, a przetwory z nakrętką  „ubierane” są w kraciasty materiał, mimo że jest on całkowicie zbędny.  

Not so long ago interior modernity was synonymous with simple form minimalism and spaciousness. Superfluous (due to cluttering up space) additions like crochet serviettes, carved armchairs and beautiful sideboards have been replaced by emptiness or something much less conspicuous. Everything is wonderful and well-lit but that certain something that would make me want to go back or stay extensively is missing… Maybe this is in part due to the raw materials used. Steel, glass, leather and plastic are cold to the touch, despite their elegant impression. Wood and natural materials seem to be friendlier. I got the impression people like surrounding themselves with objects which „spoil” the impeccability of modern interiors: great-grandmother's vase, flowers, refrigerator magnets, jewellery stands, boxes... Perhaps for that reason the old has begun to be combined with the new. This requires a certain feel but affords us greater freedom In decorating our interiors. And so oak tables which have their long histories (my laptop is sitting on one such table) appear in apartments, planks from old dismantled Polish barns are going to e.g. France in increasing numbers and becoming floors in houses, apartments and sealed preserving jars are "dressed" in checkered cloth, although it is completely unnecessary.



Skoro to wszystko nie jest nam potrzebne do przetrwania, to czemu służy?

Odpowiedzi pewnie może być wiele – większości raczej nie znam. W mojej rodzinie pełnią m.in. funkcję „przypominajek” o różnych historiach, są pretekstem do (nierzadko wielokrotnego) opowiadania ich. Jak choćby serweta – cała pokryta haftem, za którą mój Prapradziadek Leon zapłacił puszką mięsną. Mój przodek chyba musiał mieć korzenie włoskie, bo który żołnierz oddałby swoją rację żywieniową za serwetę, nawet haftowaną jedwabnymi nićmi? Jednak mi starocia kojarzą się     z: wolno upływającym czasem przy włóczce i drutach, drylowaniem wiśni, babcinym obiadem, rozmowami z mlekiem i ciasteczkami w tle, wiankiem z czosnku lub papryczek chili, wiszącymi w kuchni … i zasłyszanym w Maroko: wy macie zegarki, my mamy czas. 

If we do not need all this to survive, then why do we use it? There are so many answers - I don’t know most of them: ) In my family they serve as “reminders” of some stories, as well as pretexts for telling them. Such as the tablecloth - all covered with embroidery, for which my great-grandfather Leon paid a can of meat. My ancestor must have probably had Italian roots, because what soldier would give his food rations for a tablecloth, even one embroidered with silk strands?  I associate antiques with the slow passage of time knitting and sewing, deseeding cherries, grandmother’s dinners, conversations over milk and cake with a garland of garlic or chili pepper hanging in the kitchen… and the words of wisdom I heard in Morocco: You have watches, we have time.



 Tablecloth which cost the can of meat

niedziela, 30 czerwca 2013

BIBA, swinging London



 Efekt spędzenia godziny w londyńskiej księgarni : ) Przejrzałam większość książek poświęconych modzie, ale odpowiedź na pytanie co ja tak właściwie kupiłam, poznałam dopiero w drodze do Polski.  

The result of looking for a book about fashion in a London bookshop : ) I browsed through most of the books, but I had only one hour to pick out the best one so I wasn’t sure if it was the right choice. I found it out later, when I was on my way back to Poland (It’s about forty hours of doing-nothing).

Poprzez modę starożytnych imperiów, średniowiecze i nowożytność  dotarłam do najciekawszego rozdziału- XX wieku. Co kilkanaście stron pojawiały się informacje o znanych projektantach, ikonach mody (Paul Poiret, Twiggy).
Wiedziałam o istnieniu takiej projektantki jak Barbara Hulanicki, ale nie miałam pojęcia, że jest tak znaczącą osobą w świecie mody. Poczułam się nawet trochę głupio, bo informacje o niej zajęły w książce 2 strony, czyli tyle samo co informacje o Christianie Diorze, Yves Saint Laurencie czy Cristobalu Balenciadze (w tym szacownym gronie pominięto jednak Valentina, Kenzo Takadę i wielu innych znanych projektantów). Aby zlikwidować dyskomfort poznawczy, zainteresowałam się twórczością polskiej projektantki. Efekt poniżej.

Having looked through the fashion of ancient Rome and Greece, baroque and renaissance, I reached the most interesting chapter- the 20th century. There was some information about fashion designers and icons (Paul Poiret, Twiggy). I saw the heading: Barbara Hulanicki- a Polish fashion designer. A photograph and a short biography took two pages- exactly like pieces of information about Christian Dior, Yves Saint Laurent or Cristobal Balenciaga. I didn’t find anything about Kenzo Takada, Valentino or other famous people… I hadn’t expected a Polish fashion designer to be so important… 

bluzka projektu Barbary Hulanicki

Na początku swej kariery Hulanicki zajmowała się ilustrowaniem mody. Pracowała m.in. dla brytyjskiego Vogue’a, Women's Wear Daily, The Times. W 1964 założyła pierwszy butik (Biba). Projektowała do końca lat 70 (potem nastąpiła era punków, a Hulanicki nie potrafiła lub nie chciała się dopasować). Jej stałymi klientami byli np. The Rolling Stones, David Bowie, Twiggy. Zanim Leslie Hornby (znana właśnie jako Twiggy) stała się top modelką, wszystkie zarobione pieniądze i kieszonkowe wydawała na sukienki w Bibie. Anna Wintour wkroczyła w świat mody jako pracownik Domu Biba! O Barbarze Hulannicki niektórzy mówią nawet, że kreowała lata 60 (obok Mary Quant, Yves Saint Laurenta, André Courrèges). Londyn stał się wówczas centrum świata mody. W latach 50 królowała (dla wielu niedostępna) moda haute couture, a kanonem urody, figury były pin-up girls. Patrzono na elegancki Paryż. Później, jak to zwykle bywa, wszystko się odwróciło;  przyszła kolej na pret-a-porter (dosł.=ready to wear=gotowe do noszenia ). Ludzie mieli trochę dosyć klasyki i spokoju, woleli zabawę, rzeczy tańsze, nowocześniejsze, barwne, takie, w których zastosowano nowe (geometryczne) wzory  i kroje. Bardzo ważnym elementem było również wprowadzenie długości mini. Towary proponowane przez Bibę doskonale trafiały w te oczekiwania.


At the begining of her career Hulanicki worked as a fashion illustrator. You could find her drawings in The British Vogue, The Women's Wear Daily or The Times. In 1964 she set up her first shop (BIBA) She continued designing until the end of the 1970’s (that is when the punk era began and Hulanicki couldn’t or didn’t want to fit in). Her regular clients were: The Rolling Stones, David Bowie, Twiggy. Before Leslie Hornby became a supermodel, she used to spend all her pocket money on BIBA dresses. Anna Wintour entered the world of fashion as a BIBA house employee! Some people say Barbara Hulanicki created the 1960’s (together with Mary Quant, Yves Saint Laurent, André Courrèges). London was the center of the world fashion. The 1950’s were the time when haute couture  (unobtainable for most people) reigned supreme; the ideals of feminine beauty were pin-up girls. Elegant Paris was looked up to. After that, as usually happens, everything changed completely;  a turn for pret-a-porter (.=ready to wear) came. People didn’t want classics or calmness any more, they preferred fun, parties, things which were cheaper, more colourful, new ( geometric) designs and cuts. Very important was the introduction of the mini skirt. Goods offered by BIBA satisfied all these requirements. 

Polska projektantka wpadła na pewne genialne pomysły, z których korzysta się obecnie na całym świecie. Chodzi o formę zakupów. Ona wprowadziła samodzielne przeglądanie ubrań (zwane czasami fast fashion).Wcześniej trzeba było czekać na ekspedientkę, która obsłuży, poda, znajdzie rozmiar. Jako pierwsza założyła kilkupiętrowy butik. Można powiedzieć, że jej sklepy były pierwowzorem dla takich kolosów jak H&M, Zara. Zachowano formę, cenę (aczkolwiek  nie zawsze) wielkość , a raczej  „kilkupiętrowość”, ponieważ  butiki Biba były znacznie większe niż np. obecny Topshop, osiągały wysokość do nawet  7 pięter (ten milion klientów tygodniowo musiał się gdzieś pomieścić). Największy sklep sieciowy, który widziałam w życiu, znajduje się w Mediolanie (chyba czteropiętrowa Zara). Niestety, zmianie uległa jakość produktów; obecnie częściej używa się poliestru i akrylu niż jedwabiu czy lnu; rękawy koszul i żakietów są gorzej wszyte (podejrzewam, że właśnie z tego powodu w produkcji masowej używana jest bawełna z dodatkiem np. elastyny, wówczas błąd aż tak nie razi i nie przeszkadza). 

Hulanicki reformed shopping . She introduced  unassisted clothes-browsing (sometimes referred to as “fast fashion”). Before that, you had to wait for a shop assistant to attend to you, you couldn’t do anything by yourself. Hulanicki was the first  to open a multi-storey boutique. Her stores were a prototype for H&M or ZARA, which followed the structure of the building, the lay-out, the size (BIBA boutiques were a bit bigger- one of them had 7 floors!) the price (not always). Unfortunately, the quality has deteriorated; nowadays you can buy polyester or acryl clothes easily but it’s more difficult to find a 100% satin or silk skirt; shirt and jacket sleeves are sloppily set in (that’s why in mass production cotton with e.g. elastin is often used; then a flaw isn’t so noticeable).

Ciekawszy wydał mi się sposób, w jaki Hulanicki ustalała ceny. Sprawdzała tygodniowe zarobki przeciętnej dziewczyny w Londynie. Od tej kwoty odejmowała koszt jedzenia, czynszu, itp. Na drobne wydatki zostawało jakieś 3 funty. A więc sukienka nie mogła kosztować więcej. Proste, a przydałoby się niektórym polskim projektantom. Irytujące bywa zderzenie wysokości ceny z jakością produktu. Materiał, krój, wykończenia i wytrzymałość pozostawiają wiele do życzenia, a przy cenie 800-1000zł za spodnie doprowadzają do furii lub napadu śmiechu. Podobno płaci się za „proces twórczy”. 

It’s very interesting to note how Hulanicki set prices in her shops. She inquired how much an ordinary woman in London earned. From this amount she subtracted the cost of food, rent, etc. For a woman’s minor expenses there was about 3 pounds left over, so a BIBA dress couldn’t cost more than 3 pounds. I like this approach to price- it’s simple but I think some Polish designers haven’t heard about it yet! It’s annoying when somebody designs a collection which isn’t nice, the clothes are badly-sewn (very often they’re artistically ragged- it’s cheaper) but you pay 800-1000 zloties (200-250 euros) for e.g. such trousers. You pay for a complicated “creative process”.
 
 Te wszystkie informacje złożyły się na obraz Hulanicki projektującej modę „dla ludzi”. Niedrogą, dobrej jakości, śledząc to, czego potrzebują; zarówno „rozmiarówką”, jak i krojem ubrań. Hulanicki nie próbowała mody kreować na sztukę czystą, pozostawała wierna sztuce stosowanej, która dostosowuje się do potrzeb i oczekiwań tych, co będą ją użytkować codziennie. Nie dość, że czasem wydaje się, iż moda odchodzi od swego przeznaczenia i zapomina lub nie chce pamiętać, że jest rzemiosłem a może być lub bywa artystycznym (które podporządkowuje estetykę użyteczności), to zdaje się pretendować do sztuki czystej. Żeby chociaż to sztuka Caravaggia była, to dałoby się to znieść, ale mam obawy, że to raczej sztuka granatowej kropki na białym płótnie (kto oglądał „Nietykalnych”, albo był w muzeum sztuki współczesnej, wie o czym piszę).  

It seems to me that Hulanicki designed fashion “for people” .Inexpensive, of good quality. She followed what they needed- in terms of size, price, style of clothes. She didn’t make too much of fashion: what it wasn’t. At present fashion is a kind of art, but I’m afraid it isn’t like paintings by Caravaggio or Goya. It reminds modern art- like a blue dot on white canvas (If you have seen “Intouchables” or have visited a museum of modern art- you know what I mean).  I can’t deny that Hulanicki created a kind of art, I just narrow it down to the concept of functional art, which meets customers’ needs and expectations, not the other way round, when you have to submit to designers’ directives. Twiggy (before she became famous) couldn’t find the right size in any BIBA shops. It wasn’t a problem- she had her clothes made-to-measure, exactly like these in the boutique. I can’t imagine a similar situation in a H&M store.

Ciekawe, czy nie zrezygnujemy z pomysłu Barbary Hulanickiej - częściowej samoobsługi w sieciówkach. Za wyjątkiem nastolatków (warto wspomnieć, że coś takiego jak moda młodzieżowa powstało właśnie w latach 60), ludzie nie mają czasu na zakupy. Nie tylko dlatego, że są zapracowani, ale dlatego że wolą go spędzić gdzie indziej i częściej doceniają jego niepowtarzalność. Część z tych osób robi zakupy przez internet, część wolałaby tradycyjne sklepy, w których ekspedientka szybko znajdzie to, czego poszukują w odpowiednim rozmiarze, doradzi (pewnym problemem jest to, że musiałaby być kompetentna, co może stanowić dzisiaj pewien problem). Może znów nastąpi era elegancji, krawiectwa i rzemieślnictwa, czasem nawet artystycznego?   

Will we give up Hulanicki’s  idea of partial self-service in chain stores? Except for teenagers ( I should mention that youth fashion began in the 1960’s) people don’t have time for shopping. Our society is getting older, so shouldn’t the way of  doing shopping be adjusted to the needs of elderly and/or overworked people? Some of us buy things online, I think it will soon become even more popular but I don’t think it will displace traditional shops completely. Maybe, according to the principle of returning, the age of elegance, tailoring and craftsmanship will come back….


o co chodzi z torami---->  http://moje.radio.lublin.pl/lublin-tory-kolejowe-przed-ratuszem.html
  strona Barbary Hulanicki-----> http://www.barbarahulanickidesign.com/vintage-biba/ 

Przepraszam za tak długą przerwę w postach, mam nadzieję, że powyższy wynagrodził oczekiwanie.